Witam. Miesiąc temu zasiałem w jednej doniczce ok. 30 nasion Drosera capensis alba. Wykiełkowało 8 sztuk, które są małe, aczkolwiek już liść owadożerny z kropelkami posiadają. Od początku strasznie nawiedzała mnie pleśń, do tej pory (gdy alby wykiełkowały) po prostu ją wydzierałem z ziemi. Teraz jest problem, gdyż do tej doniczki dosiałem jeszcze ok 50 nasion drosera capensis typical, oraz założyłem drugą doniczkę, do której także wysiałem 50 nasion capensis typical. Problemem jest dalej pojawiająca się pleśń w doniczce z albami, jak i również w doniczce "czystej" z samymi nasionami capensisów. Wydzieranie pleśni w tym momencie nie wchodzi w grę, boję się o nasionka.
Spryskałem preparatem na pleśń, lecz nawet jeśli trochę jej zniknie, zaraz wraca. Wpadłem więc na taki pomysł, lecz przed nim kilka informacji:
- podlewanie wodą destylowaną/deszczówką z odludzia na wsi
- ziemia kwaśna ph 3,5-4,5
Więc tak.. mieszkam w bloku, do wyboru tylko parapet wschodni i zachodni. Wybrałem wschodni. Jako że pleśń pojawia się jak szalona (mimo że w kuchni - tam się znajdują, jest praktycznie cały czas otwarte okno, więc powietrze powinno być świeże), wpadłem na pomysł aby do południa doniczki były na parapecie wschodnim, natomiast później (oczywiście gdy temperatura i słonko sprzyja) wynosiłbym na balkon na zachodzie, w celu dostarczenia "świeżego powietrza" doniczkom, oraz nasionkom i roślinkom więcej słońca niż do tej pory. Co o tym myślicie?
Pozdrawiam i czekam na odpowiedzi